Szybko i bezpiecznie
Szybko i bezpiecznie
Z wielką pompą otwarto niedawno stukilometrowy odcinek autostrady z Konina do Strykowa. Prezydent, a może premier (media podawały, że premier) przecinając wstęgę z dumą mówił, że „wybudowaliśmy sto kilometrów, a przed nami tysiące kilometrów autostrad do wybudowania”. Wydaje się, że kwestię tę wygłosił z przekonaniem, wydaje się też, że nieco naciągnął rzeczywistość do własnych wyobrażeń. Przed nami bowiem (nami, posiadaczami samochodów) pozostają miliony kilometrów do przejechania po drogach zatłoczonych ponad miarę i w znacznym stopniu zniszczonych, budową autostrad nie zajmujemy się ani „my”, ani „oni” lecz specjalistyczne firmy. Warunki działania tych firm określa prawo, tworzone w Sejmie i realizowane przez rząd. A z tym gorzej. Otwieraną właśnie autostradę wybudowano dzięki wsparciu rządu, któremu premierował prof. Belka. Nowe projekty, pozostają wciąż projektami, a o tworzeniu sensownego planu szybkiej budowy autostrad jakoś nie słychać. Ten, który cztery lata temu proponował p. Marek Pol został przez ówczesną opozycję skutecznie zablokowany. Firma Autostrady Wielkopolskie usiłuje doprowadzić autostradę od Poznania do granicy, ale zamiast budować przełamuje wciąż piętrzące się problemy formalne. Nie ma żadnych podstaw, aby oczekiwać, że coś się w tej kwestii zmieni, poza tym, że przybędzie samochodów, a na drogach będzie jeszcze bardziej niebezpiecznie niż obecnie.
Przejechałem ostatnio trasę Warszawa - Poznań i z powrotem. Trwało to rekordowo krótko – około cztery godziny jazdy w tym niecałe dwie godziny szybkiej i bezpiecznej jazdy na odcinku 200 km Stryków – Poznań i ponad dwie godziny ślamazarnej i mocno stresującej na trasie Stryków – Warszawa (130 km). Na tym odcinku miałem dwukrotnie sytuacje, kiedy to wyprzedzające się wielkie ciężarówy jechały całą szerokością drogi wprost na mnie. Na szczęście w obu przypadkach było puste pobocze. Tak jest na większości dróg w Polsce, i tak będzie w dającej się przewidzieć przyszłości. Jasne więc, że i w tej materii obowiązuje zasada „Polaku, licz na siebie”. Na własną przytomność umysłu, refleks i umiejętności. Przecież najważniejsze jest, aby dojechać do celu podróży nie czyniąc nikomu krzywdy i nie dając się rozjechać innym użytkownikom dróg. Na autostradzie utrzymać średnią prędkość granicach 100 km/h potrafi każdy mistrz prostej, na pozostałych naszych drogach utrzymanie średniej na poziomie 70 km/h graniczy z próbą nieumyślnego zabójstwa.
Na drogach innych niż autostrady trzeba naprawdę umieć jeździć. A ponieważ kursy „na prawo jazdy” nie uczą trudnej sztuki podróżowania (jedynie przygotowują do zdania egzaminu) warto poświęcić trochę czasu i gotówki, aby regularnie odbywać szkolenia w szkołach (akademiach, ośrodkach) doskonalenia techniki jazdy. Powstało ich w ostatnich latach sporo, jednak radzę wybierać te, które są stowarzyszone w Polskim Stowarzyszeniu Motorowym. Organizacja ta stawia stowarzyszonym szkołom nie tylko wysokie wymagania zarówno jeśli idzie o dydaktykę jak i metodykę nauczania, ale przede wszystkim weryfikuje program szkoleń, instruktorów i infrastrukturę ośrodka. Żadne szkolenie nie zastąpi naszej mądrości i rozsądku, jednak warto też nauczyć się taktyki i strategii jazdy oraz perfekcyjnego panowania nad samochodem. Od naszych umiejętności może zależeć zdrowie, a może i życie. Nasze, naszych bliskich i wszystkich tych, którzy jeżdżą po drogach.


