Trzeba dobrze jeździć
Trzeba dobrze jeździć
Co rok na wielkich wystawach-salonach samochodowych, od Detroit przez Frankfurt i Genewę po Tokio, producenci pokazują nowe modele samochodów z coraz bardziej niewiarygodnym wyposażeniem. Media w relacjach z kolejnych show motoryzacyjnych donoszą o nowościach, zachwycając się pięknem karoserii i bogactwem wnętrza. Sporo uwagi poświęcają też najnowszym rozwiązaniom, które mają gwarantować, że w razie wypadku zdrowie i życie ludzi jadących w aucie nie zostanie narażone na szwank. W reklamach dowiadujemy się, że najnowszy model gwarantuje nam stuprocentowe bezpieczeństwo i samochód sam zadba o nasz życie i zdrowie. Ma wszystko, co trzeba: poduszki powietrzne chroniące z każdej niemal strony, pasy bezpieczeństwa z pirotechnicznymi napinaczami, specjalne strefy karoserii pochłaniające i rozpraszające energię uderzenia, hamulce z obowiązkowym ABS i funkcją awaryjnego hamowania, wspaniałe zawieszenia, układy antypoślizgowe i korektory toru jazdy, znakomite opony, doskonałe silniki...
Do tego wnętrze, które daje człowiekowi przyjemność jazdy, komfort i poczucie bezpieczeństwa. W wyposażeniu dodatkowym klimatyzacja, video, nawigacja, bezprzewodowa łączność z Internetem, sterowanie kolejnymi gadżetami głosem. Wszystko piękne i, niestety, drogie. Media opisując to wszystko przekonują, że to najnowsze, wspaniale wyposażone auto, musimy mieć. Musimy, i już.
Do większości rozwiązań technicznych od lat mam stosunek nieokreślony. Z jednej strony trudno nie docenić wspaniałości myśli inżynierskiej i doskonałości technologicznej, z drugiej z niejakim niepokojem obserwuję pojawianie się tych konstrukcji na drogach. Posiadacz takiego samochodu ma podstawy, aby czuć się bezpiecznie, wszak auto zahamuje szybciej niż inne, a w razie zderzenia nic mu się nie powinno stać. Za szybki wjazd w zakręt - samochód skoryguje tor jazdy i prędkość, paniczne hamowanie - samochód poprawi, uderzenie w inne auto - samochód ochroni. Umiejętności kierowcy, doskonalenie techniki jazdy i przewidywanie - a po co? Przecież to jest auto, które wszystko zrobi samo.
Jeżdżę dość leciwym autem. Autem z bardzo dobrymi hamulcami, mocnym silnikiem i najlepszym (wówczas, kiedy było produkowane) wyposażeniem. Lubię ten samochód, chociaż nie mam ABS, nie mam poduszek powietrznych, nie mam napinaczy pasów. Nie mam też złudzeń; w razie zderzenia z dowolnym najnowszym samochodem średniej klasy mam znacznie mniejsze szanse na przeżycie (o zachowaniu zdrowia nie wspominając) niż współuczestnik nieszczęśliwego zdarzenia. Dlatego wiem, że na drodze muszę wciąż myśleć nie tylko za siebie, ale również za innych. Muszę wciąż uczyć się techniki jazdy bo przecież nie tylko nie mogę spowodować wypadku, ale muszę też umieć zrobić wszystko, aby nie dać się uwikłać w sytuację, z której nie będzie wyjścia. Mogę przecież trafić na kogoś, kto dał się przekonać specom od reklamy i wsiadając do najnowszego, za niemałe pieniądze kupionego samochodu wierzy w to, że jest niezniszczalny i niezatapialny.
Nie dopuszczę więc do wypadku z takim posiadaczem nowoczesnego samochodu. Po prostu nie mam sumienia dopuścić do zdarzenia, w którym jego przekonanie prysnąć by mogło jak, nie przymierzając, bańka mydlana. To byłaby zbyt straszna kara za naiwną wiarę w to, że samochód prowadzi się sam.
Mirosław Rutkowski


