Lakiernik

pomiń nawigację

Alternative Content


Witaj gościu. Zaloguj się.

Afera 2012 2008.03.11

Afera 2012
Po przyznaniu Polsce (wraz z Ukrainą) prawa organizacji piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 roku większość rodaków ogarnęła radość granicząca z szałem. Bo oto doceniono potencjał „polskiej piłki”, dynamicznie rozwijającą się gospodarkę
i dobre prognozy w tej materii, mnóstwo dobrych chęci i wielkie plany, że o nadzwyczajnych talentach organizacyjnych nie wspomnę. Entuzjazm nieco wygasł, wciąż jednak powszechna jest wiara w to, że damy radę. Czy na pewno? Niektórzy tej wiary nie podzielają. Poseł Misztal wystosował list otwarty, w którym zachęca władze do sprzedania praw organizowania piłkarskich mistrzostw. Poseł uważa, że „damy ciała” i wstyd będzie jak stąd do Istambułu, lepiej więc sprzedać i zamiast wstydu mieć parę Euro. Konkretnie – miliard. Niedawno w Internecie krążyła informacja z przyszłości; Agencja Prasowa w roku 2014 podała: Dziś, 25 czerwca odbyło się pierwsze posiedzenie Sejmowej Komisji Śledczej powołanej do zbadania afery Euro 2012.
Istnieje obawa, że taka komisja rzeczywiście może być powołana, bo… No właśnie, bo co?
Pierwszy kłopot – pieniądze. Budowa i modernizacja stadionów, których, gdyby ktoś nie wiedział, nie ma – to kilka miliardów. Drogi i autostrady dziś to jeden wielki dramat. Zanim przyjedzie kilkadziesiąt tysięcy samochodów i autokarów z kibicami trzeba zbudować lub zmodernizować kilkanaście tysięcy kilometrów asfaltowych szlaków. Kolejne miliardy, nawet nie wiadomo ile. Podobno od 20 do 250. Kibice jeździć też mają koleją. A tu tory krzywe, wagony brudne, w PKP wciąż niemal nic się „nie opłaca”, ambitne plany szybkich kolei pozostają planami. Rozwiązaniem są pieniądze. Ile – tego nie wie nikt. To tajemnica Mundialu. Przepraszam – Euro 2012.
Goście (zawodnicy, sędziowie, działacze, kibice) muszą gdzieś mieszkać. Czyli potrzebne są hotele. Prywatni inwestorzy chętnie je wybudują, jednak tylko tam, gdzie będzie się to opłacało również po Euro 2012. Trzeba jednak stworzyć plany zagospodarowania przestrzennego, znaleźć grunty, stworzyć dla inwestorów jakie takie warunki. Znów pieniądze są niezbędne.
Drugi kłopot – potencjał inwestycyjny. Jeśli uda się rozwiązać kłopot pierwszy, to jeszcze trzeba mieć komu zapłacić za realizację inwestycji. W Polsce już dziś w budownictwie brakuje pracowników, gwałtownie rosną ceny materiałów, a rygorystyczne limity emisji dwutlenku węgla znacznie ograniczają produkcję m. in. cementu.
Trzeci kłopot – biurokracja. Procesy decyzyjne, przetargi, wykup gruntów pod budowy, uzyskanie zezwoleń i akceptacji trwają długo. Przełamanie utrudniających życie procedur i ślamazarnego stylu pracy urzędników będzie jednym z poważniejszych wyzwań dla szeregu przedsięwzięć niezbędnych przy przygotowywaniu Euro 2012. Niekonieczne zakończone sukcesem.
I na koniec pytania, z tych retorycznych. Czy aby wybudowane drogi, już po mistrzostwach piłki kopanej, nie będą prowadziły donikąd? Czy przepysznej urody nowe stadiony lokalne samorządy będą w stanie utrzymać? Kto będzie spłacać kredyty? A najważniejsze – czy przedsięwzięcia inwestycyjne związane z Euro 2012 nie spowodują rezygnacji z budowy, napraw i utrzymania lokalnej infrastruktury drogowej i sportowo-rekreacyjnej?
Może więc rację ma Poseł Misztal?

Mirosław Rutkowski

Top