RANAL - Do wszystkiego doszliśmy sami. 2008.03.10
Pana firma rozpoczyna 12 rok działalności. Możemy powspominać jakie były początki?
Oczywiście. Tym bardziej, że teraz, z perspektywy czasu, tym wspomnieniom towarzyszy nie tylko pewne rozrzewnienie ale i rozbawienie...Rzeczywiście, nasza firma powstała w 1993r. jako spółka cywilna założona przez dwóch wspólników: pierwszym był znajomy Chorwat, który przyjechał do Polski z kraju ogarniętego wojną, drugim byłem ja. W tej formie istniała do 1998r. gdy RANAL został przekształcony w spółkę z o.o. Rok później wspólnik odszedł by założyć własny interes.
Skupmy się może jeszcze przez chwilę na tym, co budzi dziś Pana uśmiech...
A. Kazen śmieje się: - To był właśnie rok 1993. Dowiedzieliśmy się, że firma NOVOL produkuje utwardzacze do szpachlówek. Wybraliśmy się więc tam na rekonesans i zakupy. Przyjął nas wtedy obecny dyrektor do spraw produkcji, który zapytał: a ile wy panowie produkujecie miesięcznie tej szpachlówki? Na to my z dumą: 200 kg! Kolejne pytanie brzmiało: A ile chcecie kupić tego utwardzacza? Pakowany był w wiaderka po 5 kg. Ciągle z dumą oznajmiliśmy więc, że interesują nas ... dwa! Dla naszego rozmówcy były to oczywiście śmieszne ilości, ale my naprawdę byliśmy dumni, że coś zaczęliśmy, że sami coś robimy. Ta historia najlepiej ilustruje nasze początki. Zresztą warto wspomnieć, że cała produkcja odbywała się w dwóch pokojach o łącznej powierzchni ok. 50 m kwadratowych.
Kto wpadł na pomysł, żeby założyć właśnie taki biznes?
Pomysł był mój. Przyszły wspólnik, którego poznałem przez jego bliskich, powiedział, że ma parę groszy, które jeśli nic z nimi nie zrobi, szybko się rozejdą. Zapytał: może zrobilibyśmy coś razem? Masz pomysł? Na to ja: a mam! Szpachlówka! Wtedy on znów: a co to jest? – śmieje się A. Kazen.
– Jak widać jego pojęcie o tej branży było żadne,
a moje tylko trochę większe bo zetknąłem się z nią w Niemczech. Był bowiem czas, gdy importowałem z Niemiec niewielkie ilości szpachlówki. Była ona jednak droga, sprzedawała się kiepsko. Któregoś razu oznajmiłem więc Heinzowi Dunke, szefowi firmy Presto, z którą współpracowałem, że sam zajmę się produkcją. I proszę sobie wyobrazić, powiedział mi: masz rację! Gdy zaskoczony spytałem czy nie boi się konkurencji, oznajmił: ja mam swoje rynki, ty będziesz miał swoje, miejsca nam wystarczy. I tak, powoli, powoli dotarliśmy do receptur, które sami udoskonalaliśmy osiągając metodą prób i błędów pożądany efekt. Powstał produkt na całkiem niezłym poziomie i sprzedaż zaczęła systematycznie rosnąć. Z każdym rokiem nasz przyrost produkcji i sprzedaży zwiększał się o 30-40 procent.
Wtedy Pana firma działała wyłącznie na rynku krajowym. Kiedy uznał Pan, że pora na podbój zagranicy?
Bywaliśmy na chyba wszystkich krajowych imprezach targowych. Przynosiło to pewne efekty, ale rynek był już opanowany przez naszych konkurentów: firmy NOVOL i TROTON. Ciągle mocno zakorzeniony był import. Uznaliśmy, że nie będziemy walczyć z firmami polskimi, ale właśnie z importem. Ruszyliśmy więc na Wschód. Na pierwsze targi do Kijowa wybraliśmy się w 1999 roku. Pierwsze efekty były raczej mizerne bo przecież nasza firma nie była tam znana podobnie jak produkty. Czekało nas kilka sondaży, prób polityki cenowej. Dopiero po kolejnych targach zaczęła się prawdziwa ekspansja. Początkowo głównie na Ukrainę. Stopniowo doszły kraje nadbałtyckie, Kaliningrad, potem Białoruś. Z tym ostatnim krajem wiąże się ciekawa historia. Pewien Białorusin gdzieś na Litwie kupił naszą szpachlówkę, przywiózł do domu, wypróbował, stwierdził, że to dobra rzecz. Na etykiecie znalazł adres RANAL-u, skontaktował się z nami i ... został naszym przedstawicielem na swój kraj! W sumie na rynki wschodnie trafia ok. 20 procent naszej obecnej produkcji.
Teraz gdy firma ma mocną pozycję na rynku nadeszła pora na budowę nowej siedziby?
Tak jest. Nasza nowa siedziba powstaje w Rudnikach, przy starej trasie na Warszawę, 13 km od miejsca, w którym znajdujemy się w tej chwili. Rozpoczęliśmy budowę w sierpniu i jeszcze w styczniu chcemy oddać ją do użytku. W Rudnikach będziemy mieć zespół hal produkcyjnych wraz z biurowcem, zajmujące łącznie powierzchnię 1500 m kwadratowych. To nowoczesny obiekt, spełniający wszystkie wymogi, w tym wymogi związane z ochroną środowiska.
Nowa siedziba to zapewne nowe plany...
Oczywiście, ale tych szczegółów nie chcę jeszcze zdradzać. Na pewno znacznie zwiększymy produkcję, musimy więczawalczyć i o zwiększenie sprzedaży.
Jeśli o nowych rynkach, to może porozmawiajmy o tym, jak firmie RANAL pracuje się w warunkach przy należności Polski do Unii Europejskiej?
Wiele komponentów sprowadza się z krajów zachodnich. Odkąd jesteśmy w Unii ustały problemy z przestojami samochodów na granicy. Dostawa surowców odbywa się dosłownie w ciągu kilku dni a bywało, że trwało to nawet do miesiąca . Gdy zaczynaliśmy, wszędzie obowiązywały nas przedpłaty. Niczego nie dało się kupić z odroczonym terminem płatności. Nikt nas wtedy nie znał, więc nie było. Nikt nas wtedy nie znał, więc nie było to nawet dziwne. Tyle, że pieniądze wędrowały za granicę ok. tygodnia. Dopiero po takim czasie nasz kontrahent uruchamiał produkcję. Potem transport z ciągnącą się odprawą. Wszystkie terminy bardzo się wydłużały i o wszystkim tym musieliśmy pamiętać chcąc zachować ciągłość produkcji. Teraz wiele
zachodnich firm ma w Polsce swoje przedstawicielstwa. Jeśli kiedyś musiałem więc krążyć po Europie szukając komponentów, teraz to samo załatwiam przez telefon.
Czy firma RANAL odczuła szacowany na ok. 800 tys., tegoroczny napływ używanych aut z zagranicy?
Owszem tak. W większości samochody te wymagają co najmniej pewnej kosmetyki, stąd zwiększony popyt na produkty naszej branży.
Czy rekordowo niski kurs dolara ma przełożenie na kondycję firmy?
Cóż, wolałbym by dolar stał wysoko. Obecne zjawisko to anomalia. U nas waluta tanieje, na Wschodzie zarówno dolar jak i euro z kolei bardzo drożeją. Ponieważ nasze rozliczenia odbywają się w euro zyskowność spada, a wschodni odbiorcy narzekają, że produkty są drogie. Na Ukrainie za dolara płaci się siedem hrywien a euro sięgało już dziewięciu. Tymczasem wolałbym, żeby nasze waluty były mniej więcej na jednym poziomie. Wtedy odbiorcynie narzekaliby, że jest drogo a my, że mało zarabiamy.
Pana firma zmienia właśnie swoje logo. Dlaczego?
Nowa siedziba więc i nowa era w naszej działalności. Nazwa oczywiście pozostaje ta sama, zmienia się jedynie grafika. Jest nowocześniejsza. Mamy już pierwsze sygnały od klientów, że przypadła im do gustu.
O kondycję firmy jest Pan spokojny, więc zafundował Pan sobie ... lokomotywę!
To nie do końca tak – śmieje się A. Kazen. – W Częstochowie mamy muzeum kolei warszawsko-wiedeńskej. Jest zlokalizowane na dworcu Częstochowa Stradom. Założyło je kilku pasjonatów kolejnictwa. Wśród eksponatów są i dwa parowozy, które stoją wprawdzie na bocznicy, ale poza ekspozycją muzealną. Jeden z nich poddano już renowacji, drugi czekał na nią. Z apelem o sponsorów, którzy pomogą przywrócić mu blask, zwróciła się lokalna gazeta. Postanowiłem na ten apel odpowiedzieć. Dałem wszystkie potrzebne materiały z lakierami włącznie i lokomotywa OL-49 z pierwszej połowy lat 50-tych wygląda jak nowa!
Rozumiem, że jako dobroczyńca zyskał Pan prawo pociągania za parowy gwizdek do woli!
A tak! – śmieje się A. Kazen. – Wprawdzie to obiekt muzealny i można go oglądać jedynie z zewnątrz, ale otrzymałem pozwolenie wchodzenia środka, gdy tylko będę miał na to ochotę... jeśli tylko odwiedzicie Państwo Częstochowę, zapraszam do obejrzenia tej odmłodzonej staruszki.
Bardzo dziękuję za rozmowę
Rozmawiała: Iwona Kalinowska
Przedsiębiorstwo RANAL. Sp z o.o.
ul. Brzeźnicka 36, 42-200 Częstochowa
tel./fax (034) 322-28-77, tel. (034) 325-42-85
www.ranal.pl


